niedziela, 9 sierpnia 2009

Powrót na (nie)stały ląd.

Po sprawdzeniu okazało się, że cała reszta Iłów, lata już (nie)bezpiecznie nad Guantanamo Bay, a my wracamy do domu ładniusim Boeingiem 763. Z tą pozytywną myślą wybraliśmy się w drogę powrotną na stały ląd. Tym razem zamiast nudnego siedzenia pod pokładem, zdecydowałem się na zająć miejsce na dziobie, co wydawało mi się dobrym pomysłem. Na ten sam wpadło tylko trzech innych ludzi: dwóch młodych Hiszpanów i jeszcze jeden mądry z Godule. Okazało się, że statek fruwał wręcz na falach, a woda wzbijana w powietrze lądowała prosto na naszych twarzach. Extreme. Po półtorej godziny wiatr się zmniejszył i mogłem trochę otworzyć oczy. Tak to już Railay. Dziś msza w suahili, a może po tajsku, ale co to właściwie za różnica? Zaraz idziemy jeszcze na plaże, trochę popływać. Jutro i pojutrze raczej się nie odezwiemy, środa to dzień powrotu, a czwartek Bangkok, więc tam jest na pewno wireless. Pozdrawiam Miko

1 komentarz:

  1. Ladna i interesujaca podroz ;-)

    Pozdrowienia z Bangkoku,
    L

    OdpowiedzUsuń